***
Gdybym chciała w jakiś sposób określić stan moich uczuć w stosunku do Gregora, mogłabym powiedzieć tak: to jakby wrzucić piasek do wody - rozpuszcza się, ale nie całkiem. Tak ja reagowałam na jego bliskość, rozpadając się na miliony małych cząstek. Wiem, było to bardzo głupie z mojej strony, wybitnie naiwne i źle rokujące na przyszłość, ale w tamtym momencie - miałam wszystko daleko gdzieś.
Minęło już sporo czasu odkąd prawdziwie płakałam, zraniona i odrzucona przez kogoś, w kim pokładałam nadzieje. Polegałam na nim całkowicie, a t o mnie zgubiło. Dlaczego w takim razie - pytałam sama siebie - znów dałaś się omamić pięknym oczom i niepewnemu charakterowi?
Brnęłam w to bagno coraz bardziej, ale wiedziałam, że nie było już odwrotu. Nie mogłam porzucić Gregora, ot tak. Przecież na mnie liczył, samotny i zamknięty w sobie, skryty gdzieś w ciemnościach tego przeklętego pokoju, z którego nie znajdował wyjścia.
Nikt mu nie pomagał - oprócz podstawowych czynności, takich jak mycie się czy jedzenie - nie znajdował u nikogo wsparcia. Gdyby nie biedna gosposia, to zapewne wciąż siedziałby w miejscu, brudny i głodny, bo jakoś nie mogłam wyobrazić sobie Sandry w roli opiekunki osoby niepełnosprawnej.
Wciąż gnębiły mnie te myśli i nie było dnia, bym nie zastanawiała się co u niego i jak sobie radził. Martwiło mnie to, że nie odezwał się przez taki długi czas - istniały przecież telefony! Czy rzeczywiście już się mną znudził? Nie - prychałam niemal od razu, wspominając wyraz jego twarzy, gdy tulił do siebie moją dłoń. Drżałam nieznacznie na samą myśl o tym, co mogłoby się wydarzyć, gdybym wtedy nie wycofała się pierwsza. Niepełnosprawny, ale to wciąż mężczyzna, prawda? Jego zachowanie jasno dawało do zrozumienia, że... w sumie, to powinnam się powstrzymać od analizowania ludzkich odruchów, bo taki był ze mnie psycholog, jak z koziej dupy trąba* - musiałam to w końcu zaakceptować i jakoś żyć dalej.
Minęło już sporo czasu odkąd prawdziwie płakałam, zraniona i odrzucona przez kogoś, w kim pokładałam nadzieje. Polegałam na nim całkowicie, a t o mnie zgubiło. Dlaczego w takim razie - pytałam sama siebie - znów dałaś się omamić pięknym oczom i niepewnemu charakterowi?
Brnęłam w to bagno coraz bardziej, ale wiedziałam, że nie było już odwrotu. Nie mogłam porzucić Gregora, ot tak. Przecież na mnie liczył, samotny i zamknięty w sobie, skryty gdzieś w ciemnościach tego przeklętego pokoju, z którego nie znajdował wyjścia.
Nikt mu nie pomagał - oprócz podstawowych czynności, takich jak mycie się czy jedzenie - nie znajdował u nikogo wsparcia. Gdyby nie biedna gosposia, to zapewne wciąż siedziałby w miejscu, brudny i głodny, bo jakoś nie mogłam wyobrazić sobie Sandry w roli opiekunki osoby niepełnosprawnej.
Wciąż gnębiły mnie te myśli i nie było dnia, bym nie zastanawiała się co u niego i jak sobie radził. Martwiło mnie to, że nie odezwał się przez taki długi czas - istniały przecież telefony! Czy rzeczywiście już się mną znudził? Nie - prychałam niemal od razu, wspominając wyraz jego twarzy, gdy tulił do siebie moją dłoń. Drżałam nieznacznie na samą myśl o tym, co mogłoby się wydarzyć, gdybym wtedy nie wycofała się pierwsza. Niepełnosprawny, ale to wciąż mężczyzna, prawda? Jego zachowanie jasno dawało do zrozumienia, że... w sumie, to powinnam się powstrzymać od analizowania ludzkich odruchów, bo taki był ze mnie psycholog, jak z koziej dupy trąba* - musiałam to w końcu zaakceptować i jakoś żyć dalej.
Postanowiłam, że pójdę tam i sprawdzę co z Gregorem. Tak, to była dobra decyzja, bo zawsze mogli mnie wyprosić, ale też nie musieli. Podczas tego długiego spaceru (oczywiście, większość drogi pokonałam z pomocą komunikacji miejskiej, nie byłam przecież aż taką masochistką) rozmyślałam o tym, co będziemy robić, gdy już się tam zjawię. Przecież musiałam jakoś zająć Gregora, by odciągnąć go od złych myśli i tej całej otoczki samotności w pustym pokoju. Cholera - wzdychałam, nie mając najmniejszego pomysłu na odpowiednie propozycje rozrywki. - Chyba nie będziemy lepić garnków z gliny, do licha!**
Zostawiłam tą opcję z garncarstwem jako alternatywę w razie braku innych, genialnych form zajęć i brodząc w topniejącym, brudnym śniegu, ruszyłam na spotkanie znajomych zabudowań.
***
Uległam pokusie, której tak bardzo się obawiałam, nagle i całkowicie odruchowo - przyjeżdżając bez zapowiedzi, wślizgnęłam się do willi niezauważona. Prawdopodobnie odprawiono już portiera kontrolującego ruch przy bramie, którego miałam nieprzyjemność słyszeć, marznąc na zewnątrz pierwszego dnia mojej przygody z Gregorem. Wejście na teren posiadłości stało otworem, a głównych wrót nie zamknięto na cztery spusty. Wszystko wyglądało na porzucone i zaniedbane, zupełnie inaczej, niż na początku.
Klimatu grozy dopełniał fakt, że właśnie zapadał zmierzch, a od kilku godzin zbierało się na jakąś wichurę - ciężkie chmury płynęły po niebie wolno i nisko, powietrze było duszne i dosyć ciepłe jak na tak wczesną porę roku. Zerwał się szumiący, złowieszczy wiatr, który poruszał wyschniętymi gałęziami drzew i resztkami obumarłych liści. Włoski na rękach stawały mi dęba zupełnie bez powodu.
Gdy tylko weszłam do środka, mój wzrok natychmiast przyciągnęły drzwi - charakterystyczne, duże z mosiężną
klamką - przykuwały uwagę już od dawna, prawdopodobnie jeszcze
bardziej od momentu, gdy po raz pierwszy zobaczyłam w nich Thomasa. Stał
tam, nonszalancko oparty o framugę, uśmiechając się bezczelnie do
nieznanej dziewczyny, a ja omyłkowo wzięłam go wtedy za brata Sandry.
Dlaczego tak bardzo zafascynowało mnie pomieszczenie ukryte za tymi
drzwiami? Nie miałam zielonego pojęcia.
Odwracałam
wzrok wiele razy, mówiąc sobie, że tam nie wejdę, bo to nie wypada.
Byłam w obcym miejscu, a każdy dom musiał mieć swoje tajemnice,
szczególnie taki jak tamten. Wielki, ociekający bogactwem - na bank
skrywał jakieś brudy.
Powstrzymałam się i szybko pobiegłam schodami w górę, by nie kusić losu - mogłam zajrzeć tam później. Zaczynałam lubić to uczucie towarzyszące wspinaniu się tym ciemnym korytarzem w dobrze znanym kierunku. Czułam się jak bohaterka jakiegoś gotyckiego romansu, którą zaraz za rogiem miał napaść spragniony jej krwi i ciała wampir. Jeśli o mnie chodziło, wolałabym oryginalnego Lestata, a nie jego współczesne podróbki.
- Co ty chrzanisz? - mruknęłam z niedowierzaniem, pukając się w czoło.
Jak na ironię, gdy dotarłam wreszcie do stóp jaskini Gregora, na zewnątrz rozległ się potężny, głuchy grzmot, a chwilę później niebo dosłownie się otwarło i na ziemię lunął gęsty deszcz - zaczęła się pierwsza wczesnowiosenna burza. Żarówka w małej lampie wiszącej na ścianie zamrugała gwałtownie, jakby miała zaraz zgasnąć. Przeszedł mnie autentyczny, silny dreszcz.
Gregor dla odmiany siedział na swoim łóżku - otoczony grubym, polarowym kocem - i czytał książkę. W reakcji na mój widok odłożył ją na bok, nie odrywając ode mnie wzroku. Nic nie powiedział, a i mnie chwilowo brakło języka w gębie. Patrzyliśmy na siebie nieprzerwanie, gdy zbliżałam się do niego, by przysiąść na brzegu materaca.
Zrobiło mi się gorąco - czy to z powodu temperatury panującej w pokoju, czy pod wpływem jego spojrzenia. Zdjęłam sweter, pozostając jedynie w cienkiej koszulce z kołnierzykiem i żałując, że tak nierozmyślnie się ubrałam.
- Witaj - powiedziałam cicho, uśmiechając się.
Tak bardzo rozpromieniła mu się twarz, gdy odwzajemnił uśmiech! Byłam zachwycona do tego stopnia, że prawie zapomniałam o gnębiących mnie podejrzeniach wobec niego. Odruchowo rzuciłam okiem na jego wyprostowane, długie nogi - nawet nie drgnęły. Skarciłam się za głupie, nocne myśli - on był skrzywdzonym przez los kaleką, a ja podejrzewałam, że ganiał za mną po klubach. Jaka byłam głupia i próżna!
- Witaj - powtórzył, klepiąc miejsce obok siebie.
Chciał, bym usiadła bliżej. Usiadłam, a co! Nie miałam do stracenia nic oprócz resztek słabej woli.
Chciał, bym usiadła bliżej. Usiadłam, a co! Nie miałam do stracenia nic oprócz resztek słabej woli.
***
Nie wiem jak bardzo byłam zaszokowana jego propozycją - zdziwiłabym się mniej, gdyby mi się oświadczył. Zapytał po prostu czy obejrzę z nim film. Tak, film. Ledwo opanowałam wybuch śmiechu, widząc, że był całkowicie poważny.
No cóż, może wielcy skoczkowie mieli w sobie coś ze zwykłych facetów i też oglądali telewizję? Byłam ciekawa co zaproponuje, ale on pozostawił wybór mnie. Moim oczom ukazał się bliźniaczo podobny egzemplarz laptopa, który poprzednim razem został przez Gregora rozłożony na części w bliskim kontakcie z podłogą. Uniosłam brwi, patrząc niepewnie, ale pokazał mi, że nie miałam się czego obawiać - kosztowną maszynę obsługiwało się jak zwykły komputer, dostępny dla takich szaraczków jak ja.
Po kilku minutach przeszukiwań sieci, znalazłam wreszcie tytuł filmu, który mnie zainteresował. Komedia romantyczna? Wspaniale. Postawiłam sprzęt na małym stoliku, który musiałam przywlec bliżej łóżka i znów usadowiłam się koło Gregora, dbając by utrzymać między nami odpowiedni dystans, jednocześnie nie robiąc mu przykrości - mógł pomyśleć, że nie chciałam się do niego zbliżać.
Wciąż to czułam - ciężką świadomość, że był tak blisko, a nasze ramiona dzieliły zaledwie centymetry. Nie pomagał mi fakt, że w pokoju było prawie całkiem ciemno, bo jedynym źródłem światła był ekran komputera.
Oglądaliśmy w ciszy, jedynie szum deszczu uderzającego o szyby i dźwięki rozmów bohaterów w jakiś sposób sprawiały, że atmosfera odrobinę zelżała. Rozluźniłam się i nawet zaczęłam odczuwać coś na kształt radości - oto właśnie siedziałam sobie obok Gregora, choć jeszcze kilka godzin wcześniej zastanawiałam się czy jeszcze się do mnie odezwie.
Pewna część mojego rozumu - ta bardziej emocjonalna i kobieca, skupiała się jedynie na wrażeniach związanych z bliskością chłopaka, który mnie fascynował. Zadurzyłam się w nim i nie mogłam tego faktu przed sobą ukrywać.
Szkoda tylko, że w tamtym momencie moja uczuciowa strona wzięła górę nad tą rozważną i podejrzliwą. Ta sytuacja nie była normalna. Wszystko, co mnie bezpośrednio otaczało - dom i Gregor, było... jak ze snu. Okoliczności poznania Gregora i naszych dalszych losów były tak nierzeczywiste, że mogłyby posłużyć za scenariusz jakiegoś kiepskiego filmu niskiej klasy. Takiego, jak ten, który właśnie oglądaliśmy.
Akcja toczyła się szybko - bohaterowie, czyli młody chłopak i równie młoda dziewczyna, poznali się już w pierwszej scenie, a w kolejnej pędzili jego wypasionym samochodem w bliżej nieokreślonym kierunku. Straciłam wątek i zaczęłam skupiać się na ukradkowym podglądaniu Gregora.
Starałam się wyglądać naturalnie, gdy z całych sił wytężałam wzrok, kierując go mocno w prawo, a nie zmieniając pozycji głowy. Oczy bolały niezmiernie, ale nie zauważyłam kompletnie nic - patrzył prosto w ekran, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
Spróbowałam jeszcze raz i... musiałam natychmiast spuścić oczy, bo złapałam go na tym, że mi się przyglądał! Wiedziałam, że tak było. Czułam to już wcześniej. Natychmiast się zarumieniłam, choć nie mógł tego zauważyć. Serce mi przyśpieszyło, a skóra na przedramionach zaczęła swędzieć i tak bardzo chciałam się poruszyć, a mimo to... siedziałam sztywno, jak na szpilkach.
Napięcie aż trzaskało! Prawie mogłam sobie wyobrazić te impulsy elektryczne, które przechodziły między nami. Zauważyłam też, że bohaterowie filmu wchodzili właśnie do jakiegoś pomieszczenia, ale za nic nie mogłam skupić się na ich poczynaniach, gdy obok mnie siedział on.
Po kilku minutach przeszukiwań sieci, znalazłam wreszcie tytuł filmu, który mnie zainteresował. Komedia romantyczna? Wspaniale. Postawiłam sprzęt na małym stoliku, który musiałam przywlec bliżej łóżka i znów usadowiłam się koło Gregora, dbając by utrzymać między nami odpowiedni dystans, jednocześnie nie robiąc mu przykrości - mógł pomyśleć, że nie chciałam się do niego zbliżać.
Wciąż to czułam - ciężką świadomość, że był tak blisko, a nasze ramiona dzieliły zaledwie centymetry. Nie pomagał mi fakt, że w pokoju było prawie całkiem ciemno, bo jedynym źródłem światła był ekran komputera.
Oglądaliśmy w ciszy, jedynie szum deszczu uderzającego o szyby i dźwięki rozmów bohaterów w jakiś sposób sprawiały, że atmosfera odrobinę zelżała. Rozluźniłam się i nawet zaczęłam odczuwać coś na kształt radości - oto właśnie siedziałam sobie obok Gregora, choć jeszcze kilka godzin wcześniej zastanawiałam się czy jeszcze się do mnie odezwie.
Pewna część mojego rozumu - ta bardziej emocjonalna i kobieca, skupiała się jedynie na wrażeniach związanych z bliskością chłopaka, który mnie fascynował. Zadurzyłam się w nim i nie mogłam tego faktu przed sobą ukrywać.
Szkoda tylko, że w tamtym momencie moja uczuciowa strona wzięła górę nad tą rozważną i podejrzliwą. Ta sytuacja nie była normalna. Wszystko, co mnie bezpośrednio otaczało - dom i Gregor, było... jak ze snu. Okoliczności poznania Gregora i naszych dalszych losów były tak nierzeczywiste, że mogłyby posłużyć za scenariusz jakiegoś kiepskiego filmu niskiej klasy. Takiego, jak ten, który właśnie oglądaliśmy.
Akcja toczyła się szybko - bohaterowie, czyli młody chłopak i równie młoda dziewczyna, poznali się już w pierwszej scenie, a w kolejnej pędzili jego wypasionym samochodem w bliżej nieokreślonym kierunku. Straciłam wątek i zaczęłam skupiać się na ukradkowym podglądaniu Gregora.
Starałam się wyglądać naturalnie, gdy z całych sił wytężałam wzrok, kierując go mocno w prawo, a nie zmieniając pozycji głowy. Oczy bolały niezmiernie, ale nie zauważyłam kompletnie nic - patrzył prosto w ekran, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
Spróbowałam jeszcze raz i... musiałam natychmiast spuścić oczy, bo złapałam go na tym, że mi się przyglądał! Wiedziałam, że tak było. Czułam to już wcześniej. Natychmiast się zarumieniłam, choć nie mógł tego zauważyć. Serce mi przyśpieszyło, a skóra na przedramionach zaczęła swędzieć i tak bardzo chciałam się poruszyć, a mimo to... siedziałam sztywno, jak na szpilkach.
Napięcie aż trzaskało! Prawie mogłam sobie wyobrazić te impulsy elektryczne, które przechodziły między nami. Zauważyłam też, że bohaterowie filmu wchodzili właśnie do jakiegoś pomieszczenia, ale za nic nie mogłam skupić się na ich poczynaniach, gdy obok mnie siedział on.
Nagle dziewczyna rzuciła się chłopakowi w ramiona i zatonęli w namiętnym pocałunku. Spadały na ziemię ich ubrania i fragmenty wyposażenia pokoju. Wytrzeszczyłam oczy - cholera, tego nie przewidziałam! To komedia romantyczna, więc jak mogłam zapomnieć, że takie sceny były jak najbardziej możliwe? Między nami już iskrzyło i niepotrzebne były dodatkowe bodźce.
Westchnęłam zaskoczona, gdy niespodziewanie pochylił się i dotykiem lekkim jak piórko musnął ustami mój policzek. Zamrugałam szybko, ale się nie poruszyłam - dalej wpatrywałam się w ekran, lecz już niewidzącym wzrokiem. Ponowił pocałunek, tym razem mocniej i bliżej kącika ust. Drgnęły mi nogi i odruchowo uniosłam ramię, jakby mnie to łaskotało.
- Co robisz? - szepnęłam zawstydzona, próbując ignorować mój krzyczący z podniecenia mózg. Spojrzałam na Gregora - pochylał się ku mnie, a jego wzrok znów stał się taki... taki... ciężki.
- Zamknij oczy - poprosił spokojnie, choć tonem nieznoszącym odmowy.
- Dlaczego - spytałam, odsuwając się nieznacznie, na co zareagował natychmiast kładąc dłoń na mojej.
- Zamknij oczy - zażądał.
Oddychałam tak głośno, że zagłuszałam dialogi bohaterów filmu, którzy zapewne skończyli już miłosne igraszki - i co z tego, skoro wpływ tamtej sceny pozostał między nami?
Wiedziałam, że tego pożałuję - powinnam była zerwać się z tego łóżka jak najprędzej i uciec gdzieś, albo znaleźć inną wymówkę, ale nie mogłam. Sparaliżowana jego spojrzeniem powoli przymknęłam powieki, nie oddychając.
Najpierw był jego ciepły oddech - w reakcji na to uczucie jeszcze bardziej zacisnęłam powieki, napinając ciało jak strunę, a później... dołączyły usta. Natychmiast otworzyłam oczy, wciągając powietrze przez nos, gdy przycisnął wargi do moich, a palce wsunął mi we włosy. Myślałam, że zemdleję z nadmiaru niespodziewanych wrażeń, gdy pogłębił pocałunek, napierając na mnie tak, że prawie położyłam się na plecach. Ostre, czerwone światło rozbłysło w mojej głowie niczym znak ostrzegawczy... musiałam to przerwać. Natychmiast! Co jeśli... co jeśli...? Jego język delikatnie otarł się o mój, a on sam zaczął przenosić ciężar ciała na łokcie, jeszcze bardziej się zbliżając i wtedy właśnie... odepchnęłam go, zrywając się z łóżka i wypadłam za drzwi.
Nie wiem co kierowało mną bardziej - zdezorientowanie po nieudanym pocałunku, który obudził we mnie głębokie i straszne wspomnienia, czy może nagły impuls, by zejść po schodach i ochłonąć w... pokoju na dole.
Westchnęłam zaskoczona, gdy niespodziewanie pochylił się i dotykiem lekkim jak piórko musnął ustami mój policzek. Zamrugałam szybko, ale się nie poruszyłam - dalej wpatrywałam się w ekran, lecz już niewidzącym wzrokiem. Ponowił pocałunek, tym razem mocniej i bliżej kącika ust. Drgnęły mi nogi i odruchowo uniosłam ramię, jakby mnie to łaskotało.
- Co robisz? - szepnęłam zawstydzona, próbując ignorować mój krzyczący z podniecenia mózg. Spojrzałam na Gregora - pochylał się ku mnie, a jego wzrok znów stał się taki... taki... ciężki.
- Zamknij oczy - poprosił spokojnie, choć tonem nieznoszącym odmowy.
- Dlaczego - spytałam, odsuwając się nieznacznie, na co zareagował natychmiast kładąc dłoń na mojej.
- Zamknij oczy - zażądał.
Oddychałam tak głośno, że zagłuszałam dialogi bohaterów filmu, którzy zapewne skończyli już miłosne igraszki - i co z tego, skoro wpływ tamtej sceny pozostał między nami?
Wiedziałam, że tego pożałuję - powinnam była zerwać się z tego łóżka jak najprędzej i uciec gdzieś, albo znaleźć inną wymówkę, ale nie mogłam. Sparaliżowana jego spojrzeniem powoli przymknęłam powieki, nie oddychając.
Najpierw był jego ciepły oddech - w reakcji na to uczucie jeszcze bardziej zacisnęłam powieki, napinając ciało jak strunę, a później... dołączyły usta. Natychmiast otworzyłam oczy, wciągając powietrze przez nos, gdy przycisnął wargi do moich, a palce wsunął mi we włosy. Myślałam, że zemdleję z nadmiaru niespodziewanych wrażeń, gdy pogłębił pocałunek, napierając na mnie tak, że prawie położyłam się na plecach. Ostre, czerwone światło rozbłysło w mojej głowie niczym znak ostrzegawczy... musiałam to przerwać. Natychmiast! Co jeśli... co jeśli...? Jego język delikatnie otarł się o mój, a on sam zaczął przenosić ciężar ciała na łokcie, jeszcze bardziej się zbliżając i wtedy właśnie... odepchnęłam go, zrywając się z łóżka i wypadłam za drzwi.
Nie wiem co kierowało mną bardziej - zdezorientowanie po nieudanym pocałunku, który obudził we mnie głębokie i straszne wspomnienia, czy może nagły impuls, by zejść po schodach i ochłonąć w... pokoju na dole.
***
Szybkim krokiem przemierzyłam schody i w korytarzu odbiłam lekko w lewo - gdyby ktoś mnie nakrył, powiedziałabym po prostu, że przyszłam po coś dla Gregora i pomyliły mi się pokoje. Głupie to było i naiwne, ale w tamtym momencie nie kierował mną przecież rozsądek!
Otoczenie było ciemne i ciche - nie licząc głuchych hałasów, które mogły dochodzić z zewnątrz, bo za oknem szalała w najlepsze potężna wichura. Prawdopodobnie byliśmy z Gregorem sami w calutkiej rezydencji, a w kontekście wcześniejszego zdarzenia nie dodało mi to na tyle odwagi, bym mogła spokojnie powrócić na górę.
Otoczenie było ciemne i ciche - nie licząc głuchych hałasów, które mogły dochodzić z zewnątrz, bo za oknem szalała w najlepsze potężna wichura. Prawdopodobnie byliśmy z Gregorem sami w calutkiej rezydencji, a w kontekście wcześniejszego zdarzenia nie dodało mi to na tyle odwagi, bym mogła spokojnie powrócić na górę.
Uchyliłam drzwi powoli i delikatnie, naciskając klamkę z wielkim wyczuciem. Moje zęby zacisnęły się kurczowo na dolnej wardze, a brwi uniosły w górę, gdy w całkowitym skupieniu przeniosłam ciężar ciała na prawą nogę, robiąc krok do przodu. Ufff... nawet nie skrzypnęły - pomyślałam, przeciągając wolną dłonią po gładkiej powierzchni rzeźbionego drewna.
Dziwne, przytłumione hałasy, które słyszałam będąc jeszcze w korytarzu, nasiliły się. Oddech przyśpieszył, a bijące mocno serce czułam aż w gardle - ktoś był w pokoju.
Nie wiem czego się spodziewałam - może jakiegoś tajemniczego, mrocznego gabinetu, którego ktoś zapomniał zamknąć na klucz? Zakazanych książek? Dokumentów, wyciągów z konta? Może nawet jakiegoś pokoju przeznaczonego do dziwnych zabaw, w których lubowali się ekscentryczni bogacze?
Pokręciłam głową. Pokój był prawie pusty, nie licząc ciągnących się pod ścianą półek zapełnionych przeróżnymi trofeami - były to puchary, medale i przeróżne statuetki. Nagrody Gregora, no tak... Mogłam przewidzieć, że gdzieś tam musi znajdować się przechowalnia tych wszystkich pamiątek, ale nie przyszłoby mi do głowy składowanie takich rzeczy w zimowej rezydencji, która zazwyczaj stoi pusta i zamkniętą na cztery spusty.
Czy nie jest rzeczą normalną, że utytułowany sportowiec powinien trzymać takie skarby gdzieś na widoku? Przecież to powód do dumy, godny zapamiętania i pochwały, a nie sterta żelastwa, którą można po prostu upchnąć w zwykłym, ciasnym składziku.
Nie to jednak było najważniejsze - gdy już przestałam skupiać się na zakurzonych świadectwach dawnej kariery Gregora, moją uwagę znów przyciągnęły dziwne odgłosy. Zrobiłam kolejny krok do środka, wciąż podpierając się na dłoni trzymającej zimną klamkę. Pachniało tam chłodem, kurzem i... czymś jeszcze.
- Poczekaj na mnie... - rozległ się błagalny kobiecy głos, nagle stłumiony, a później przeciągły jęk... niezadowolenia. - Zwolnij!
Wzdrygnęłam się, a równowaga mojego ciała została zachwiana, lecz zdołałam utrzymać się na nogach. Przyszło mi do głowy, że powinnam się wycofać... i to natychmiast! Tam rzeczywiście działo się coś dziwnego i powoli docierało do mnie co to mogło być. Głos należał do Sandry, był nienaturalnie podniesiony i zdyszany jakby właśnie przebiegła maraton.
Kierowana całkowitą, bezmyślną ciekawością, znaną jedynie młodym kobietom spragnionym wrażeń, wcisnęłam głowę do środka, by widzieć tą część pomieszczenia, którą wcześniej zasłaniały mi drzwi. O, w mordę...
To, co zobaczyłam, na zawsze spaczyło moje spojrzenie na bliskie relacje między ludźmi odmiennych płci - wyglądali... jakby chcieli pożreć się nawzajem, jednocześnie odpychając. Szarpali za włosy. Dyszeli głośno. On zaciskał swoją dużą dłoń brutalnie na jej ustach, by ją uciszyć. Ona miała zamknięte oczy i łydki owinięte kurczowo wokół jego bioder.
Zawartość żołądka podeszła mi do gardła... Zachowywali się jak zwierzęta. Na stojąco, pod ścianą. Nigdy czegoś takiego nie widziałam i nie przyszłoby mi nawet do głowy, że mogło mieć miejsce... w tym domu.
Zwilgotniałe z wrażenia palce zsunęły mi się po klamce, a ja runęłam jak długa, wpadając do środka. Boleśnie uderzyłam szczęką o twardą podłogę, ale niewiele myśląc dźwignęłam się natychmiast, tłumiąc łzy. Zauważyli mnie... a ja wbiłam przerażony wzrok w ich znajome twarze i zamarłam.
To była Sandra... z Thomasem - spoceni, oddychali ciężko, całkowicie zaskoczeni. Zabrał silne ramiona, którymi ją podtrzymywał, a ona zsunęła się szybko i poprawiła sukienkę na udach. Thomas ruszył w moim kierunku i właśnie wtedy mój mózg odblokował funkcję poruszania kończynami, co natychmiast wykorzystałam, odwracając się na pięcie i wypadając na korytarz.
Śliskie kafelki, którymi wyłożona była podłoga skutecznie utrudniały mi bieg, tak jak kompletne zdezorientowanie i narastająca panika, spowodowane obrazem, który zobaczyłam chwilę wcześniej. Cholera jasna, oni to robili... razem! Ona z nim, a on z nią! W tym samym czasie, gdy Gregor spokojnie siedział sobie w swojej jaskini i wcale nie czuł tych wyrastających mu na czubku głowy rogów!
Poślizgnęłam się tak nagle, że zanim dotarło do mnie, że upadam, moje łokcie poraził gwałtowny ból. Bardziej poczułam, niż usłyszałam rozlegające się za mną szybkie kroki, bo otumaniony umysł reagował głośnym piskiem, który pulsował w głowie.
Sekundę później ktoś szarpnął mnie za włosy, a drapieżne dłonie wplątane między ich pasma zaczęły ciągnąć mnie do góry. Krzyknęłam. Łzy same wypłynęły mi z oczu w reakcji na ogromne, piekące cierpienie. Stanęłam na nogi i chciałam się odwrócić, by bronić się przed tym gwałtownym atakiem, ale nie miałam żadnych szans.
- Niczego nie widziałaś, mała dziwko! - zawarczała Sandra, popychając mnie na stojący niedaleko stolik. - Piśnij choć słowo, a znajdą twoje martwe, żałosne ciało na wysypisku śmieci!
Rąbnęłam plecami w kant z ogromną siłą i na chwilę zabrakło mi tchu. Pochyliłam głowę, dusząc się i walcząc o oddech. Czy to się działo naprawdę? Skąd w niej tyle agresji... tak wiele zła? To było chore... ona była chora. Przyjaciel, no tak - wiedziałam już dlaczego to słowo nie dawało mi spokoju. To jego miał na myśli Gregor w sprzeczce z Sandrą. On wiedział, a taka sytuacja nie miała miejsca po raz pierwszy. Mój Boże, dobrowolnie weszłam do domu wariatów...
- Powiem mu, i to teraz! Zaraz! - krzyknęłam, gdy wróciły mi siły. Nie miała prawa oszukiwać Gregora! Jak śmiała? W jego własnym domu pieprzyć się z najlepszym przyjacielem. - Jesteś tak obleśna, że chce mi się rzygać!
Nie zdążyłam zrobić zupełnie nic - w ciągu zaledwie jednego mrugnięcia okiem uniosła dłoń zaciśniętą w pięść. Ostatnie, co zobaczyłam, to była szalona twarz Sandry wykrzywiona w grymasie furii, a później jej prawy sierpowy celujący prosto w moją twarz.
Dziwne, przytłumione hałasy, które słyszałam będąc jeszcze w korytarzu, nasiliły się. Oddech przyśpieszył, a bijące mocno serce czułam aż w gardle - ktoś był w pokoju.
Nie wiem czego się spodziewałam - może jakiegoś tajemniczego, mrocznego gabinetu, którego ktoś zapomniał zamknąć na klucz? Zakazanych książek? Dokumentów, wyciągów z konta? Może nawet jakiegoś pokoju przeznaczonego do dziwnych zabaw, w których lubowali się ekscentryczni bogacze?
Pokręciłam głową. Pokój był prawie pusty, nie licząc ciągnących się pod ścianą półek zapełnionych przeróżnymi trofeami - były to puchary, medale i przeróżne statuetki. Nagrody Gregora, no tak... Mogłam przewidzieć, że gdzieś tam musi znajdować się przechowalnia tych wszystkich pamiątek, ale nie przyszłoby mi do głowy składowanie takich rzeczy w zimowej rezydencji, która zazwyczaj stoi pusta i zamkniętą na cztery spusty.
Czy nie jest rzeczą normalną, że utytułowany sportowiec powinien trzymać takie skarby gdzieś na widoku? Przecież to powód do dumy, godny zapamiętania i pochwały, a nie sterta żelastwa, którą można po prostu upchnąć w zwykłym, ciasnym składziku.
Nie to jednak było najważniejsze - gdy już przestałam skupiać się na zakurzonych świadectwach dawnej kariery Gregora, moją uwagę znów przyciągnęły dziwne odgłosy. Zrobiłam kolejny krok do środka, wciąż podpierając się na dłoni trzymającej zimną klamkę. Pachniało tam chłodem, kurzem i... czymś jeszcze.
- Poczekaj na mnie... - rozległ się błagalny kobiecy głos, nagle stłumiony, a później przeciągły jęk... niezadowolenia. - Zwolnij!
Wzdrygnęłam się, a równowaga mojego ciała została zachwiana, lecz zdołałam utrzymać się na nogach. Przyszło mi do głowy, że powinnam się wycofać... i to natychmiast! Tam rzeczywiście działo się coś dziwnego i powoli docierało do mnie co to mogło być. Głos należał do Sandry, był nienaturalnie podniesiony i zdyszany jakby właśnie przebiegła maraton.
Kierowana całkowitą, bezmyślną ciekawością, znaną jedynie młodym kobietom spragnionym wrażeń, wcisnęłam głowę do środka, by widzieć tą część pomieszczenia, którą wcześniej zasłaniały mi drzwi. O, w mordę...
To, co zobaczyłam, na zawsze spaczyło moje spojrzenie na bliskie relacje między ludźmi odmiennych płci - wyglądali... jakby chcieli pożreć się nawzajem, jednocześnie odpychając. Szarpali za włosy. Dyszeli głośno. On zaciskał swoją dużą dłoń brutalnie na jej ustach, by ją uciszyć. Ona miała zamknięte oczy i łydki owinięte kurczowo wokół jego bioder.
Zawartość żołądka podeszła mi do gardła... Zachowywali się jak zwierzęta. Na stojąco, pod ścianą. Nigdy czegoś takiego nie widziałam i nie przyszłoby mi nawet do głowy, że mogło mieć miejsce... w tym domu.
Zwilgotniałe z wrażenia palce zsunęły mi się po klamce, a ja runęłam jak długa, wpadając do środka. Boleśnie uderzyłam szczęką o twardą podłogę, ale niewiele myśląc dźwignęłam się natychmiast, tłumiąc łzy. Zauważyli mnie... a ja wbiłam przerażony wzrok w ich znajome twarze i zamarłam.
To była Sandra... z Thomasem - spoceni, oddychali ciężko, całkowicie zaskoczeni. Zabrał silne ramiona, którymi ją podtrzymywał, a ona zsunęła się szybko i poprawiła sukienkę na udach. Thomas ruszył w moim kierunku i właśnie wtedy mój mózg odblokował funkcję poruszania kończynami, co natychmiast wykorzystałam, odwracając się na pięcie i wypadając na korytarz.
Śliskie kafelki, którymi wyłożona była podłoga skutecznie utrudniały mi bieg, tak jak kompletne zdezorientowanie i narastająca panika, spowodowane obrazem, który zobaczyłam chwilę wcześniej. Cholera jasna, oni to robili... razem! Ona z nim, a on z nią! W tym samym czasie, gdy Gregor spokojnie siedział sobie w swojej jaskini i wcale nie czuł tych wyrastających mu na czubku głowy rogów!
Poślizgnęłam się tak nagle, że zanim dotarło do mnie, że upadam, moje łokcie poraził gwałtowny ból. Bardziej poczułam, niż usłyszałam rozlegające się za mną szybkie kroki, bo otumaniony umysł reagował głośnym piskiem, który pulsował w głowie.
Sekundę później ktoś szarpnął mnie za włosy, a drapieżne dłonie wplątane między ich pasma zaczęły ciągnąć mnie do góry. Krzyknęłam. Łzy same wypłynęły mi z oczu w reakcji na ogromne, piekące cierpienie. Stanęłam na nogi i chciałam się odwrócić, by bronić się przed tym gwałtownym atakiem, ale nie miałam żadnych szans.
- Niczego nie widziałaś, mała dziwko! - zawarczała Sandra, popychając mnie na stojący niedaleko stolik. - Piśnij choć słowo, a znajdą twoje martwe, żałosne ciało na wysypisku śmieci!
Rąbnęłam plecami w kant z ogromną siłą i na chwilę zabrakło mi tchu. Pochyliłam głowę, dusząc się i walcząc o oddech. Czy to się działo naprawdę? Skąd w niej tyle agresji... tak wiele zła? To było chore... ona była chora. Przyjaciel, no tak - wiedziałam już dlaczego to słowo nie dawało mi spokoju. To jego miał na myśli Gregor w sprzeczce z Sandrą. On wiedział, a taka sytuacja nie miała miejsca po raz pierwszy. Mój Boże, dobrowolnie weszłam do domu wariatów...
- Powiem mu, i to teraz! Zaraz! - krzyknęłam, gdy wróciły mi siły. Nie miała prawa oszukiwać Gregora! Jak śmiała? W jego własnym domu pieprzyć się z najlepszym przyjacielem. - Jesteś tak obleśna, że chce mi się rzygać!
Nie zdążyłam zrobić zupełnie nic - w ciągu zaledwie jednego mrugnięcia okiem uniosła dłoń zaciśniętą w pięść. Ostatnie, co zobaczyłam, to była szalona twarz Sandry wykrzywiona w grymasie furii, a później jej prawy sierpowy celujący prosto w moją twarz.
* hasło specjalnie dla Megi^^
** tym razem coś z dedykacją dla @jumpeternity