poniedziałek, 20 stycznia 2014

13




 ***
Postanowił obudzić się już na dobre i udawać nieświadomego — być może chciał przekonać się, że wyolbrzymiał wszystko, oczywiście oprócz zachowania Sandry i Thomasa, albo upewnić się, że jego rodzina była całkowicie inna, niż sądził.
Całe szczęście, że wyszedłem z tego upadku bez większego szwanku — myślał, uwalniając się ze skórzanej uprzęży, która unieruchamiała jego twarz. Nie mógł wiedzieć ile wysiłku włożyli ratownicy medyczni w jego reanimację, ani tego, że w pewnym momencie był już jedną nogą w tym lepszym, prostszym świecie niebytu.
Odetchnął z ulgą, gdy wreszcie wyswobodził się całkowicie i mógł podciągnąć się na łokciach nieco do góry. Pokój był jasny i pusty, wszyscy gdzieś wyszli.
Po chwili jednak usłyszał ludzi wchodzących do środka. Zamknął oczy i opadł na poduszki — nie mógł się powstrzymać od podsłuchiwania. Kroki ucichły, czuł obecność, ale wszyscy musieli zgromadzić się dalej, pewnie przy oknie.
Będzie mógł chodzić bez problemów? — spytała zaniepokojona Angelika, a on skrzywił się, bo nie wiedział czy naprawdę martwiła się o niego, czy o sprawność maszynki od kasy.
Mogę państwa zapewnić, że tak — odezwał się rzeczowo męski głos, a w tle zaszeleściły przewracane kartki. — Nie wolno mu się nadwyrężać. Pół roku rehabilitacji w jakimś dobrym ośrodku plus szczególna opieka przed jakimkolwiek upadkiem. Proszę pamiętać, że wasz syn tylko cudem uszedł z życiem, więc tak dobre wyniki w tak krótkim czasie są jak błogosławieństwo. Musieliście szczególnie mocno wierzyć w niego. Podziwiam waszą wytrwałość i siłę jego organizmu.
Nastąpiły podziękowania, wydmuchiwanie nosów i śmiechy ulgi. Zbliżyli się, więc otworzył oczy, wprawiając ich w najwyższe uniesienie. Byli tam wszyscy — brakowało tylko najmłodszego, Lucasa.
Pozwolono mu podnieść się nieco, pół leżał więc, otoczony przez najbliższych, na których patrzył obojętnie, bo wcale ich już nie poznawał. Szczególną ignorancją darzył Sandrę, która tłumiła łzy, ściskając w dłoni swoją komórkę. Był niemal pewien, że płakała, bo miała nadzieję, że jednak się nie obudzi...
Gdzie Lucas? — spytał z zainteresowaniem, bo niecierpliwie oczekiwał przybycia osoby, która pozostawała mu bliska, choć wcale nie było pewne czy w ogóle byli braćmi. — Był tu, gdy spałem?
Angelika spojrzała na swojego męża, dając mu do zrozumienia, by w żadnym wypadku nie zabierał głosu. Posłuchał pokornie, jak zwykle. Stałe, wyblakłe już nieco, poczucie winy wciąż kazało mu uginać się przed nią, by wynagrodzić jego stare grzechy.
Twój brat wyjechał na kilka dni do Niemiec — poinformowała Gregora obojętnym tonem.
Skrzywił się i nie porzucił tematu, tak jak się spodziewała.
Do Niemiec? Po co? — spytał, zaniepokojony.
Na testy.
Opowiedziała mu piękną historię nowego sponsora Lucasa, który proponował wielkie pieniądze za współpracę. Niestety, ani słowem nie wspomniała Gregorowi, że firma ta wcześniej promowała właśnie jego i zobowiązania przerzucono na młodszego brata, by uniknąć sądów. Nie dowiedział się także tego, że Lucas przestał trenować saneczkarstwo dobre trzy lata wcześniej i od tamtej pory w tajemnicy uprawiał skoki.
***
Wypisano go ze szpitala w pewien ciemny, bardzo ponury dzień, gdy śnieg sypał gęsto i paraliżował ruch na wszystkich drogach. Spacerował po pokoju, czekając na powrót rodziców, którzy mieli zabrać go do domu. Odczuwał dyskomfort w nogach, ale tylko lekki, nie przeszkadzał mu on w chodzeniu. Zginał kolana, poruszał palcami — wszystko wydawało się być na najlepszej drodze do całkowitego wyzdrowienia.
Patrząc przez okno na szalejącą wichurę, myślał o tym kiedy powróci na skocznię, by wznowić treningi. Bieżący sezon był już stracony, ale kolejny zbliżał się wielkimi krokami.
Najgorsze było to, że nie pamiętał wcale momentu upadku — ostatnim jego wspomnieniem była panorama widoczna ze szczytu skoczni, gdy oczekiwał na ruch chorągiewki. Tyle. Ciemność, całkowita i nieprzewidywalna. Nie dawało mu to spokoju, dręczył się ciągle myślami, że można było tego uniknąć. Wznosiłby wtedy pięść w górę, tak jak lubił, a na jego szyi wisiałby złoty medal olimpijski, którym tak bardzo cieszył się ten skaczący tuż za nim przez większość sezonu.
Włożył na siebie kurtkę, po raz kolejny sprawdzając czy dobrze wyglądał — wiedział, że prędzej czy później dziennikarze wytropią go i napadną, jak to zwykle bywało. Nie chciał dać im powodów do zadowolenia. Musiał wyjść z podniesioną głową, jak prawdziwy mistrz!
Drzwi szczęknęły cicho, więc odwrócił się w tamtym kierunku. Sandra się zmieniła — już nie była taka piękna, jak mu się wcześniej wydawało. Może właśnie to, że przyłapał ją na zdradzie sprawiło, że wreszcie spadły mu klapki z oczu? Patrzył na nią i jedyne czego chciał, to wymiotować — długo, aż odczułby w środku całkowitą pustkę.
Jak się czujesz, kochanie? — spytała, podchodząc blisko, a jego uszu nie uszło, że przy ostatnim słowie dziwnie załamał jej się głos.
Odkaszlnęła, udając, że nic się nie stało i podniosła ręce do jego twarzy, całując go prosto w usta. Nie pozwolił sobie na skrzywienie i wytrzymał pieszczotę, jednak jego wargi pozostały nieruchome i obojętne.
A jak byś się czuła na moim miejscu? — odpowiedział pytaniem na pytanie, ucinając temat i odwrócił się z powrotem w stronę okna.
Nie naciskała. Chciała by był w dobrym humorze, bo miała zamiar oświadczyć mu, że będzie miał gościa. Długo myśleli nad tym ruchem — ona i Thomas — aż zdecydowali, że lepiej będzie kontynuować romans w tajemnicy przed wszystkimi. On miał partnerkę, ona Gregora. Mogli żyć szczęśliwie, zachowując się całkowicie normalnie i pozostawiając ich w nieświadomości.
Chciałbyś może się z kimś zobaczyć? — zaczęła, wkładając w tą kwestię tyle radości, że zdołała go zainteresować.
Pomyślał o Lucasie — może przywiozła go ze sobą?
Pewnie — rzucił tylko, czekając. Usiadł na łóżku, by dać nadwyrężonym nogom odrobinę spoczynku.
Oddaliła się, by zajrzeć przez drzwi. Zawołała do kogoś cicho, więc widocznie ten ktoś przez cały czas trzymał się blisko i czekał. Gregor śledził jej ruchy, pocierając dłońmi o kolana. Nie mógł się doczekać, by uściskać brata. Obaj wrócili z dalekiej drogi — młodszy z Niemiec, a on sam z zaświatów.
Dobrze widzieć cię w jednym kawałku, stary — odezwał się Thomas, wślizgując się do środka, a Gregor zaniemówił.
Patrzył na niego szeroko otwartymi oczami i uwierzyć nie mógł, że byli aż tak bezczelni! Żeby po tym wszystkim... przyłaził znów do tego pokoju i jeszcze zachowywał się jakby nic się nie stało. Robili z niego głupca... Kompletnego jelenia! Złość zawrzała w nim, niczym lawa w jądrze wulkanu i tylko sekundy dzieliły go od wybuchu.
Ty! — zawarczał, podnosząc się z miejsca.
Sandra, która natychmiast zwęszyła co się działo, wbiegła przed Thomasa i usiłowała zasłonić go własnym ciałem. Odepchnął ją brutalnie. Zaszlochała głośno, ale oni jej nie słyszeli. Gregor wpatrywał się w blondyna wzrokiem, którego nie powstydziłby się sam bazyliszek. Napięcie dosłownie krzesało iskry, które trzaskały w powietrzu.
Ty skurwielu! — dodał, kilkoma krokami zrównując się z Thomasem i popchnął go z całą mocą, na jaką było stać jego osłabione brakiem treningu mięśnie. — Dobrze ci było?
O czym ty mówisz? — Thomas silił się na spokój, odzyskując równowagę i stając w obronnej pozie. — Musisz się uspokoić, zaszkodziły ci leki.
Gregor dobrze wiedział, że to, co widział nie było wcale senną marą ani halucynacją wywołaną lekarstwami. Tracił panowanie nad złością, co było jego największą wadą, skrywaną głęboko i dokładnie przed wszystkimi. Tylko Sandra wiedziała jak było naprawdę — jeden jedyny raz poczuła jego gniew na własnym ciele i dlatego w tamtym momencie pozostała w miejscu, siedząc na podłodze tam, gdzie upadła, odepchnięta przez Thomasa.
Mogłem umrzeć... — wydusił Gregor, dławiąc obrzydzenie. — Mogłem już nigdy się nie obudzić, a ty posuwałeś moją kobietę... przy moim szpitalnym łóżku? Kim ty jesteś?
Sandra szlochała głośno, załamując dłonie i kiwając się w przód i w tył. Thomas patrzył na niego z szeroko otwartymi oczami, tracąc zdolność mówienia. Nie miał pojęcia co zrobić — nie spodziewał się, że Gregor wiedział o wszystkim.
Widziałeś nas? — spytał ze zgrozą, całkowicie się zapominając.
Brunet roześmiał się histerycznie, zaciskając pięści.
Widziałem, słyszałem a nawet czułem... chce mi się rzygać za każdym razem, gdy ta dziwka dotyka mojej skóry. Chciałbym... chciałbym...
To nie było tak jak myślisz... — przerwał mu Thomas, widząc, że tamten nie mógł wydusić z siebie kolejnych słów. — Wszystko stało się tak niespodziewanie i...
Zamilkł, widząc minę Gregora. Minęło kilka sekund, zanim zdążył zareagować, ale ten już mierzył do niego z pięści i po chwili palący ból rozlał się po policzku Thomasa, wyciskając strumień gorącej krwi z jego nosa i sprawiając, że chwilowo stracił równowagę.
Tego też się nie spodziewałeś, co? — krzyknął Gregor, rzucając się na niego i niemiłosiernie okładając pięściami całe jego ciało.
Sandra wrzeszczała głośno w nadziei, że ktoś z obsługi szpitalnej usłyszy ten harmider i przybiegnie z pomocą. Ona sama nie była w stanie się podnieść — świadomość tego, że Gregor wiedział o wszystkim, pozbawiła ją wszelkich sił. Wszystko przepadło: kariera, pieniądze i miłość.
Gregor miał przewagę. Znajdował przyjemność w głuchych okrzykach bólu swojego byłego przyjaciela. Chciał go zabić.
Nie rusza się rzeczy Schlierenzauera — wycedził, robiąc pauzę na uderzenie po każdym słowie. — Nie... rusza... się...!
Nie wiadomo co stało się później — czy to Gregor, osłabiony długą rekonwalescencją i nadmiernym stresem, stracił energię, czy może Thomas nagle odzyskał panowanie nad ciałem, ale nagle role się odwróciły i to on zaczął bić Gregora. Uderzał mocno i celnie, choć wiedział, że nie powinien. To był szał, znany jedynie młodym mężczyznom. Chęć dominacji i zwycięstwa w pojedynku, pomimo konsekwencji. Coś poszło nie tak — zapamiętali w bójce, nie zauważyli, że niebezpiecznie zbliżyli się do aparatur i urządzeń stojących pod ścianą. Wystarczył jeden ruch, mocne pchnięcie... Gregor wpadł na maszyny, uderzając w nie z całym impetem ciała, po czym padł na podłogę, a sprzęt — ciężki, masywny — wylądował na jego nogach, wywołując ból tak okropny, że natychmiast zabrał mu świadomość.

LENA
***
Jedyne, co zdołałam zrobić, to cofnąć odrobinę nogi, gdy Gregor przemknął obok mnie szybkim krokiem i ruszył w stronę Thomasa, który właśnie znikał za drzwiami pamiętnego pokoju.
Podniosłam zdezorientowane spojrzenie na Sandrę, szukając w jej wzroku jakiegoś świadectwa tego, że mogła jakoś wytłumaczyć mi tą sytuację... ale ona była równie jak ja zdumiona, jeśli nie bardziej. Widziałam jej strach... czułam go, bo sama także zaczęłam się bać.
On chodził... przez ten cały czas był sprawny i zdrowy, oszukując ich wszystkich, a także mnie. Tylko dlaczego? Po co? Co było powodem tego, że przez tyle dni siedział zamknięty w pokoju, udając kalekę?
Podniosłam się do pionu, mimo ostrych zawrotów głowy i zostawiłam stojącą jak słup Sandrę, udając się w stronę drzwi od pokoju z trofeami. Musiałam iść wzdłuż ściany, bo równowaga całkowicie mnie zawodziła. Chwiejnie dotarłam tam i wkroczyłam, jak się później okazało, na pole regularnej bójki.
Najpierw usłyszałam przeraźliwy brzdęk, a później dopiero zobaczyłam, że przezroczysta gablota, która skrywała wszystkie świadectwa kariery Gregora, rozprysła się w drobny mak, gdy obaj uderzyli w nią, złączeni w brutalnym uścisku.
Malutkie kawałki szkła sunęły po śliskiej i gładkiej podłodze, a kilka z nich z cichym szelestem uderzyło w moje buty. Schyliłam się, by podnieść jeden, nie wiadomo po co...
Mówiłem ci, że zginiesz, jeśli jeszcze raz odważysz się przekroczyć próg mojego domu! — ryknął Gregor, zakładając Thomasowi ramię pod brodę w taki sposób, że tamten mógł jedynie wygiąć się rozpaczliwie i walczyć o oddech. — Znów ją pieprzyłeś, mam rację?
Patrzyłam na nich z prawdziwym przerażeniem, bo po raz pierwszy w życiu byłam świadkiem takiego starcia. Gregor miał przewagę — był wyższy i widocznie silniejszy, choć to właśnie Thomas wydawał mi się lepiej zbudowany. Szarpali się i oddychali głośno, blondyn prawie już rzęził.
Nie miałam pojęcia co zrobić — rozpłakać się, jak przystało na dziewczynę, czy rzucić między nich, choć mogłam ucierpieć, i to bardzo. Mrugałam szybko, wyciągając nogę do przodu, by zrobić krok i natychmiast ją cofałam, opierając się na klamce.
Nie zrozumiesz tego... — wycharczał Thomas, ściskając dłońmi silne ramię Gregora, lecz ten wpadł w jakiś rodzaj szału i zamiast puścić go, jeszcze bardziej wzmocnił nacisk.
Masz rację. Masz cholerną rację, bo ja nigdy w życiu nie zabrałem się za obracanie twojej laski! — cedził słowa jakby były czymś wyjątkowo paskudnym. — Jesteś chory i dobrze o tym wiesz! Wszyscy wiedzieliśmy.
Nic z tego nie rozumiałam, ale coraz bardziej niepokoiła mnie słabość w głosie Thomasa — dusił się, to było bardziej niż pewne i w każdej chwili mógł stracić przytomność. Choć byłam całkowicie zdegustowana jego zachowaniem i zawiedziona tym, jaką osobą się okazał, to nie zmieniało faktu, że na moich oczach atakowany był człowiek, a ja nie robiłam dosłownie nic!
Miłość to... nie choroba... Gregor! Tylko ty tak myślisz... — wyszeptał Thomas, a w sekundę później jego ciało zwiotczało dziwnie, nogi się ugięły i padł na podłogę, między kawałki szkła oraz porozwalane puchary.
Właśnie ten moment wybrałam sobie na wybuch niepohamowanych łez i panikę. Widząc nieruchome ciało blondyna, który wyglądał na nieżywego, zaczęłam zanosić się szlochem i podskakiwać w miejscu jak szalona. Niech on nie będzie martwy... niech on nie będzie martwy! — prosiłam w myślach.
Podniosłam wzrok. Gregor poruszał palcami, zaciskał pięści i zginał ręce w łokciach, wciąż patrząc na swoją ofiarę. Nagle spojrzał na mnie, jakby dopiero zauważył, że byłam w tym samym pomieszczeniu. Nie wiem co zobaczył — przerażoną, rozdygotaną dziewczynę, która miała twarz upapraną krwią czy kolejny obiekt swojej żądzy mordu — ruszył w moją stronę, wyciągając dłonie. Wytrzeszczyłam oczy, a serce podeszło mi do gardła. Nie znasz go... — piszczał głos rozsądku, każąc mi jak najszybciej uciekać. Nie zrobi ci krzywdy, przecież to Gregor — tak sądziła druga strona, ta uczuciowa, zupełnie przez niego opanowana.
Nie zbliżaj się! — zawołałam głośno, a zgroza w moich głosie była doskonale słyszalna, nie mogłam ukryć tego, że cholernie się go bałam. — Ani kroku dalej...
Zatrzymał się, ślizgając na szklanych odłamkach i nie spuszczał ze mnie tego mrocznego wzroku, który przerażał, równocześnie hipnotyzując. Oddychałam tak głośno, że w uszach słyszałam jedynie szybki świst powietrza. Robiło mi się słabo.
Lena — powiedział miękko i cicho, głosem delikatnym jak aksamit, a ja zamknęłam oczy, bo jego ton poruszył moje wnętrze jak żaden inny. Cholerny psychopata!
Jesteś... jesteś... — jąkałam się, przełykając łzy. Dokazywałam palcem, ale wcale nie pomogło mi to w ułożeniu zdania. — To było...
Boli? — usłyszałam tuż przed sobą, więc gwałtownie otworzyłam oczy i chciałam cofnąć się do tyłu, ale objął mnie mocno zanim zdążyłam zareagować. Szarpnęłam się, a Gregor nie odpuścił. Podniósł dłoń do mojej twarzy, na co patrzyłam rozbieganym wzrokiem, by dotknąć czoła. Przesunął czubkami palców po opuchniętej skórze i dopiero wtedy poczułam jak rozległe były moje obrażenia. Jęknęłam boleśnie, tym razem jeszcze mocniej zaciskając powieki i całkowicie się poddając.
Przepraszam — szepnął, więc pokręciłam głową.
Drżały mi wargi, a łzy ciekły po policzkach. Musiałam wyglądać okropnie, ale w tamtym momencie miałam to gdzieś, bo właśnie byłam... w pieprzonym szoku!
Przepraszam — powtórzył i poczułam, że się nachylił, więc szeroko otworzyłam oczy, uderzając tyłem głowy w twarde odrzwi.
Jego usta musnęły moje czoło kilka razy — nie było w tym dotyku żadnej namiętności, a raczej chęć ulżenia mi w bólu. Takie pocałunki składa matka, gdy dziecko nabije sobie siniaka. Rozczuliło mnie to do tego stopnia, że kompletnie zapomniałam sprać go za wierutne kłamstwo jakiego się wobec mnie dopuścił. Powinnam była założyć nogi za pas i zwiewać jak najprędzej, ale nie mogłam.
Wytłumaczysz mi wszystko? — spytałam, becząc jak jakaś frajerka. Nie mogłam się powstrzymać. Musiałam się poużalać — nad sobą, nad nim i nad tym okropnym domem, który był świadkiem tak pokręconych zdarzeń.
Pokiwał głową, patrząc mi prosto w oczy i wiedziałam, że tym razem będzie całkowicie szczery. Gdy jego chłodne dłonie przesunęły się wzdłuż moich rąk, muskając drżące ramiona i znalazły miejsce, obejmując mokre policzki, nie protestowałam. Pozwoliłam się pocałować i oddałam mu wszystko z nawiązką, bo pomimo tego, że był widocznie chwiejnym umysłowo i skorym do przemocy brutalem, chyba się w nim zakochałam.